<title_newspaper="Życie Warszawy">
<title_article="Nowa trasa nowych ludzi">
<author_1="Rt">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="7">
<date="1951-07-17">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Szeroki pas asfaltu błyszczy w słońcu. Ludzie, układający chodniki, mają głowy zawinięte w białe chusteczki — wychylają się spod nich spocone pasma włosów. Brukarze u wylotu Siennej, układający nawierzchnię, pozrzucali koszule. Plecy są czarne od słońca.
Brygadzista Tadeusz Czarnecki, idąc do kierownictwa budowy środkiem asfaltowej, szerokiej na 22 m jezdni — przystaje na chwilę.
— W tym miejscu — mówi — rok temu rozpoczęto budowę trasy N—S. Wszystko wyglądało tu zupełnie inaczej, niż obecnie. Na miejscu dzisiejszej betonowej równiny rozpościerały się stosy gruzu, spoglądały pustymi otworami okiennymi wypalone kamienice, sterczały w niebo kikuty samotnych ścian. Pustynia gruzów — zamarłych domów… Tereny, gdzie trudno było spotkać człowieka — i to o 250 m od ruchliwych Alei!…
Pierwsza trójka — Czarnecki, Pałaszewski i Konopka. To oni w jakiś dzień czerwcowy ubiegłego roku rozpoczęli tu, przy Siennej pracę nad budową trasy Północ—Południe. Kiedy to było? — 18, a może 23? Dokładnej daty można nie pamiętać, ale wrył się w pamięć widok stalowego łóżka, odkopanego pod zwałem gruzów.
„Orzeszki”
Na oczyszczanym z gruzów placyku przy rogu Złotej, tuż pod tabliczką z napisem „ul. Juliana Marchlewskiego” leży kilkanaście olbrzymich głazów. To popularnie przez załogę zwane „orzeszki”, wagi nieraz i jednej tony. Na szlaku trasy było ich wiele — tego utrapienia nie zapomni nikt z całej załogi.
Ale zdarzały się nieraz „orzeszki” bardziej niebezpieczne. Czarnecki Roman — brat Tadeusza — i Edward Pałaszewski rozkopywali kiedyś stertę gruzu przy Prostej — i po usunięciu 6-metrowej skarpy znaleźli na poziomie dawnego podwórka niewypał — tonową bombę.
Niebezpieczne było nie tylko spotkanie z taką pozostałością wojny. Nie każdy mógł się patrzeć, gdy Paprocki z Gadajem i Czarneckim usuwali wystające ze ściany na pół ocalałego domu stalowe szyny, długie na 8 m. A belki te były na wysokości 4 piętra. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>